środa, 20 lipca 2011

Powrót do przeszłości.

   Z piskiem opon skręciłem dwa lata temu w zupełnie innym filmowym kierunku.
   Przez wiele lat oglądałem głównie dramaty i klasykę kina, niemal zupełnie zapominając o moim niegdyś ulubionym gatunku filmowym (i literackim, ale to odrębna kwestia), czyli horrorze. Od dziecka byłem kompletnym maniakiem tego typu filmów, mimo że oglądałem w zasadzie wszystkie gatunki. Obejrzałem prawie wszystkie horrory w mojej wypożyczalni video, nagrałem też mnóstwo z telewizji.

   Wszystko zaczęło się mniej więcej w roku 1986, kiedy to walcząc z niemal skrajnym przerażeniem obejrzałem pewnej nocy klasyczny już film na podstawie książki Stephena Kinga (którą przeczytałem kilka lat później) "Miasteczko Salem". Od tamtej pory widziałem dosłownie TYSIĄC horrorów, co w ogromnym stopniu określiło mnie jako człowieka - prawdopodobnie dzięki temu zacząłem jako nastolatek słuchać pasjami metalu, a zwłaszcza tej jego "horrorowej" odmiany, czyli tzw. gore/death, a z kolei szeroko pojęta muzyka metalowa stała się inną niezwykle ważną częścią mojego życia. Określiło mnie to jeszcze dobitniej - nabrałem charakterystycznych poglądów filozoficznych, religijnych, politycznych, artystycznych i wielu innych. Pojawiły się, rzecz jasna, długie włosy, czarne skóry, suto zakrapiane alkoholem i urozmaicane innego rodzaju substancjami imprezy... I takie ogólne zainteresowanie mrocznymi aspektami życia i sztuki. Zamiłowanie do literatury grozy, fantasy i science fiction, co jeszcze bardziej przyczyniło się do ukształtowania mojej osobowości. Stałem się kimś, kogo niektórzy moi znajomi określają słowami "outsider", "indywidualista", "ekscentryk" (co w moim odczuciu jest ogromnym komplementem)...
   Długo mówić. Może kiedyś napiszę o tym bardziej szczegółowo. Dzisiaj chodzi mi o ten powrót do starych czasów wspomniany w tytule. Ponad dwa lata temu naszła mnie znów ochota na oglądanie horrorów, właściwie nie mam pojęcia z jakiej przyczyny. Chciałem zdaje się przypomnieć sobie niektóre klasyki i nadrobić braki w moim horrorowym "wykształceniu", bo, o dziwo, miałem (i nadal mam) jeszcze duże braki w tej dziedzinie. I tak od jednego do drugiego wyszło, że w przeciągu 12 miesięcy obejrzałem około 230 horrorów, o ile nie mylę się w rachunkach. Pomiędzy nimi garstkę filmów z innych gatunków. Teraz to zabójcze stężenie nieco osłabło, w przeciągu ostatniego roku obejrzałem też sporo filmów z zupełnie innych obszarów tematycznych, ale moje zainteresowanie kinem grozy zostało niewątpliwie wskrzeszone. I pod pewnymi względami rozwinięte. Szczerze mówiąc, ciekaw jestem co będzie dalej.
   I jeszcze jedno: od tamtej pamiętnej nocy 25 lat temu "Miasteczka Salem" nie oglądałem po raz drugi . Mam je gdzieś na DVD, ale nawet nie włączałem. Dlaczego? Trochę się tego obawiam, z dwóch przyczyn. Przede wszystkim boję się takiego zwyczajnego rozczarowania, bo po tak długim czasie film może wydać mi się mocno czerstwy. A poza tym... Skoro właśnie od tego filmu zaczęło się tak wiele rzeczy we mnie kształtować i zmieniać, powrót do niego byłby swego rodzaju zamknięciem kręgu, zakończeniem cyklu. Kto wie, co się wtedy stanie. Może, na przykład, umrę. Albo... narodzę się na nowo?

Brak komentarzy: