Christopher Young?! Znowu się spotykamy! Kto by się spodziewał, że po zaskakującym występie na tym maratonie pojawisz się tutaj znowu? To była pierwsza myśl jaka mnie uderzyła, kiedy oglądałem napisy początkowe Wheels of Fire. A druga: to chyba najbardziej emocjonująca czołówka jaką w życiu widziałem! Dramatyczna muzyka, buchające płomienie, napisy sunące w moją stronę... Dużo się dzieje zanim jeszcze zacznie się coś dziać. Ten stan uniesienia towarzyszył mi zresztą przez następne półtorej godziny, bo ten film po prostu nie odpuszcza. Jak zacznie nakręcać szybką akcję, rzadko zdarzy mu się zwolnić. Wygląda na to, że nieżyjący już reżyser, Cirio H. Santiago, po prostu nie miał ochoty podchodzić do postapo w żaden inny sposób, bo podobnie można opisać inne jego filmy, na które zdarzyło mi się do tej pory natknąć.
Trace nie czuje się dobrze wśród homo sapiens. Być może dlatego odszedł od The Ownership, pokojowej organizacji próbującej zaprowadzić porządek po apokalipsie, jednocząc zagubionych na pustkowiu ludzi i pacyfikując wojujące ze sobą frakcje. Nudne to w końcu zajęcie dla takiego twardziela, który się kulom nie kłania, jest mistrzem walki wręcz, strzelcem wyborowym, a na dodatek jeszcze świetnym kierowcą. Muszą jednak ponownie skrzyżować szlaki, kiedy jego ukochana siostra Arlie, współpracująca z nimi, zostaje porwana przez okrutny gang dowodzony przez niejakiego Scourge’a. Żeby ją uratować, Trace jest gotów niebo i ziemię poruszyć, i biada każdemu, kto odważy się stanąć mu na drodze.
%20resized.jpg)


