piątek, 3 października 2025

THE BRAIN (1988)


Niezbyt często przyjmuję jakiekolwiek rekomendacje, czy to filmowe, czy książkowe, czy szczerze mówiąc jakiekolwiek inne. Wielokrotnie sparzyłem się na czymś takim i nauczyło mnie to, że raczej nie mogę ufać czyjemuś gustowi, ponieważ moje preferencje widocznie są tak nietypowe. Czasami jednak łamię tę regułę, muszą to jednak być wyjątkowe okoliczności. Tak było właśnie w przypadku The Brain, filmu o którym czytałem sporo na przestrzeni wielu lat, ale jednak jakoś się do tej pory nie złożyło go obejrzeć. I tu wkroczył Ryan, mój dobry koleżka ze Szkocji, człowiek o guście tyleż dobrym, ile wyjątkowo podobnym do mojego. Umówmy się, że powiem komplement nam obu za jednym zamachem: tak, podobny do mojego znaczy dobry. W taki sposób ustaliłem jaki film wyląduje na samym początku mojego maratonu horroru zaplanowanego – jak co rok – na październik. Stawka wydawała się nieco wyższa niż zazwyczaj, bo jeśli miałby okazać się porażką, jak z Ryanem spojrzymy sobie potem w oczy?

W pewnej wcale-nie-kanadyjskiej miejscowości źle się dzieje: przez do tej pory spokojną społeczność przetacza się fala morderstw i samobójstw, suto okraszonych malowniczymi halucynacjami. Nikt nie potrafi wytłumaczyć tego tajemniczego fenomenu, nawet gdy nastolatka zaciukuje matkę na śmierć nożyczkami, a potem wyskakuje oknem. Albo gdy na ogół pasywna żona znienacka przerzyna męża na pół piłą łańcuchową. W porównaniu z tym wszystkim jest dziecinną igraszką wyglądający na trzydzieści lat licealista o swojskim nazwisku Majelewski. Jego psikusy można co najwyżej porównać z Mahoneyem z Akademii Policyjnej, a jednak nauczyciele i rodzina podejmują decyzję, żeby posłać go na eksperymentalną terapię do mocno podejrzanego ośrodka naukowego, gdzie prowadzi się badania nad kontrolą umysłów. Acha, i nad wszystkim czuwa zajebiście wielki mózg z kosmosu. Czy to możliwe, żeby miało to wszystko cokolwiek wspólnego ze wszystkimi niewyjaśnionymi zgonami? (Spoiler: tak.)

środa, 1 października 2025

SPOOKTOBER 2025!

 

Po raz kolejny nadeszła na magiczna pora roku. Tak, zgadliście: październikowy przegląd ejtisowych horrorów. Jedyny tematyczny maraton w Krypcie Ciszy, który nie ma w nazwie gierki słownej. Z bardzo prostej przyczyny: nie musi. Przecież horror to moja największa miłość, a zatem maraton filmów z tego gatunku to przyjemność tak wielka, że nawet nie czuję potrzeby dofajniania jej jakimś głupkowatym dowcipem. Niby nazywam go Spooktober, ale to się nie liczy, bo to nie ja wymyśliłem. (Podobnie jak Rocktober, który teoretycznie również mógłby się na blogu pojawić, ale nazwa i pomysł nie moje.) Oficjalnie maraton nie ma nazwy – no chyba, że ktoś jakąś dobrą zaproponuje. Jestem otwarty na sugestie.

sobota, 5 lipca 2025

DESERT WARRIOR (1988)


Pomimo hucznych obietnic bardziej ambitnego Apokalipca, postanowiłem rozpocząć tegoroczną edycję od tandetnego ejtisowego kiczu. Wiem, jestem człowiekiem o słabej woli, ale cóż poradzę – te taniutkie imitacje Mad Maxa po prostu nigdy mi się nie znudzą. A jeśli nawet, to nieprędko. Dlatego bez szczególnego wstydu wziąłem na celownik film Desert Warrior (1988). I nie ukrywam, że wybrałem go z powodu samego plakatu. Wprawdzie porzekadło mówi o nie ocenianiu książki po okładce, ale nikt nic nie wspominał o filmach i plakatach, prawda?

Dwadzieścia lat po nuklearnej zagładzie (albo jakiejś innej, grunt że była III Wojna Światowa) niedobitki ludzkości próbują się jakoś ponownie zorganizować i stworzyć społeczeństwo oparte na czymkolwiek innym, niż barbarzyński terror i dzicz, które rządzą światem obecnie. Pomóc im w tym mają jakieś Drony, będące nie za bardzo wiadomo czym. A oprócz tego w intrygę wplączą się pustynni ninja, choć nie za bardzo wiadomo skąd się pojawią. Ale najważniejszą postacią dramatu jest Zerak, tytułowy pustynny wojownik, wplątujący się w tę nie do końca zrozumiałą dla mnie aferę wyjątkowo muskularny osobnik z opaską na oku. Która zresztą nie przeszkadza mu być strzelcem wyborowym. I odegra w tym wszystkim zaskakująco niebanalną rolę.

wtorek, 1 lipca 2025

ROZPOCZYNA SIĘ APOKALIPIEC 2025!

 

Zaczął się lipiec i wszyscy wiecie co to oznacza. Tak, tak, APOKALIPIEC, najlepszy i najstarszy maraton na tym blogu, rozpoczyna swoją kolejną edycję. Oby była równie udana, jak poprzednie. Oczekiwania mam bardzo wysokie.

wtorek, 1 kwietnia 2025

Soul Devourer (1988)

Każdy kto interesuje się horrorami o demonicznych zjawiskach zna takie tytuły jak Przeklęty aż do śmierci, Dusze w czerni, Moja mroczna obsesja czy Gdy nadchodzi ciemność. Z pewnością też zna Martina Candlestone’a i Irvinga McPhersona, jako że to oni zawsze byli najgorętszymi nazwiskami w tym podgatunku. Z jakiegoś powodu jednak wielbiciele kina spod znaku mrocznej magii nie wspominają zbyt często przedwcześnie zmarłego Paula Apreelhusa i jego magnum opus – arcydzieła okultystycznej grozy, znanego w Polsce (wyłącznie na kasetach, niestety) jako Pożeracz Dusz.

Jak dla wielu fanów, także dla mnie przygoda z tym filmem zaczęła się całkowicie niewinnie i przypadkowo: jako dzieciak mniej więcej dziesięcioletni, buszowałem sobie w dziale horrorów miejscowej wypożyczalni, kiedy moim oczom ukazała się TA okładka. Dziś oczywiście raczej śmiesząca swoim wyjątkowo krzykliwym kiczem, wtedy jednak stawiała włosy na głowie – demoniczna twarz, szczerząca się złowrogim uśmiechem, wszędzie krew, niepokojąco zielonkawe niebo... Od razu było wiadomo, że muszę owo coś wziąć w ręce i jak najszybciej obejrzeć.