Po raz kolejny nadeszła na magiczna pora roku. Tak, zgadliście: październikowy przegląd ejtisowych horrorów. Jedyny tematyczny maraton w Krypcie Ciszy, który nie ma w nazwie gierki słownej. Z bardzo prostej przyczyny: nie musi. Przecież horror to moja największa miłość, a zatem maraton filmów z tego gatunku to przyjemność tak wielka, że nawet nie czuję potrzeby dofajniania jej jakimś głupkowatym dowcipem. Niby nazywam go Spooktober, ale to się nie liczy, bo to nie ja wymyśliłem. (Podobnie jak Rocktober, który teoretycznie również mógłby się na blogu pojawić, ale nazwa i pomysł nie moje.) Oficjalnie maraton nie ma nazwy – no chyba, że ktoś jakąś dobrą zaproponuje. Jestem otwarty na sugestie.
Mówię ejtisowych – mam na myśli pozycje mniej więcej z tego okresu. Lata 80. będą dominować, jasna rzecz, ale pojawią się również późne 70. i wczesne 90. Kto wie, może sięgnę nawet dalej, w obu kierunkach, nic nie jest wykluczone, w końcu trzeba się jakoś rozwijać. Niemniej jednak moja ulubiona dekada będzie najobszerniej reprezentowana, co do tego możecie nie mieć żadnych wątpliwości. Jestem zdecydowanie za stary, żeby zmieniać preferencje w rzeczach tak dla mnie istotnych. Mam nadzieję, że to rozumiecie.
Będzie dużo horrorów SF, bo ten podgatunek jakoś mocno zaniedbuję, mimo wielkiej do niego czułości. Znajdą się może jakieś remake’i (Czy remaki? Pojęcia nie mam). Coś o wampirach nawet. I wilkołakach. Albo adaptacje Lovecrafta? Tego to wcale tutaj nie było. Warto nadrobić. Wypatrujcie ich.
No dobra, wystarczy tego drażnienia się z Wami, pora wziąć się za te cholerne filmy. Czuję, że to będzie dobry miesiąc. Zarówno na oglądanie, jak i pisanie o rzeczach obejrzanych. Miejmy nadzieję, że również i czytanie.
Zaczynamy.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz